
Gestalt to gatunek psychoterapii wywodzący się z psychologii humanistycznej. Powstał bliko 100 lat temu jako odpowiedź na formę pracy psychoanalitycznej.
Jest połączeniem terapii, filozofii i sztuki. Nazywa się go terapią prawej półkuli – tej, która odpowiada za abstrakcyjne myślenie, emocje, czucie i kontakt.
Twórcą Gestaltu jest Fritz Perls – trochę wariat, anarchista, prowokator. Perls porzucił swój psychoanalityczny gabinet i zaczął szukać czegoś, co doprowadzi go do prawdy i przepływu.
Tak powstał zalążek Gestaltu. Do lat 70tych XX wieku gestaltyści byli traktowani jak odszczepieńcy – nagle w nurcie terapeutycznym pojawiło się zjawisko czytania pola, energii, emocji, metafory i metafizyki.
Perls był odrzucony przez środowisko do czasu rewolucji seksualnej w Stanach w latach 60tych. Wtedy, z dnia na dzień, stał się popularny on i jego metoda.
Był już wtedy po siedemdziesiątce. Po kilu latach umarł, zostawiając po sobie zamieszanie, jakie wprowadził Gestalt w przestrzeń psychoterapii.
To właśnie tworzy terapia Gestalt – zamieszanie. Wytrącenie z utartych schematów, „wykolejenie” ze sztywnych zachowań.
Gestalt to z języka niemieckiego „kształt, figura”. Podstawowe założenie Gestaltu polega na tym, że wokół nas – fizycznie, emocjonalnie i energetycznie – jest 100 procent wszystkiego. Wszystko jest w naszym zasięgu – to jest tło naszego istnienia. My z tego tła widzimy i wybieramy tylko takie figury (Gestalty), jakie znamy, takie, których doświadczyliśmy wcześniej.
Przykład: jeśli kiedyś ugryzł nas pies (doświadczenie) to prawdopodobnie będziemy reagować nieufnie na napotkanie później psy, nawet najbardziej pokojowo nastawione. W tym wypadku pies staje się figurą, której formę nadaje wcześniejsze doświadczenie. Dopóki nie uporamy się z lękiem przed psami, każdy pies będzie naszym Gestaltem – będzie uruchamiał nasze nieuzdrowione aspekty emocjonalne.
Innymi słowy – Gestalt to figura, z którą kojarzy nam się doświadczenie, za którym stoją niezałatwione sprawy z przeszłości.
Pojmowanie świata zależy bezpośrednio od naszej historii. Każdy człowiek widzi i czuje trochę inaczej tą samą rzeczywistość.
Dlatego wciąż powtarzają nam się doświadczenia – wybieramy partnerów kodem swojej matki lub ojca. Powtarzają nam się podobne konflikty i emocje. Życie, jak zdarta płyta, podsuwa nam wciąż to samo, stwarzając nam możliwości naprawienia, domknięcia niezałatwionych spraw.
Jeśli coś nas porusza lub boli nazywamy to niedomkniętym Gestaltem. W terapii zajmujemy się tym aspektem dotąd, aż trudne emocje zbledną i poczujemy ulgę ukojenia – domknięcia tematu. Wtedy konkretny Gestalt traci ostrość, znika, wtapia się w tło. Możemy odetchnąć.
Niezastąpioną metodą domykania figur jest eksperyment Gestaltowski. Ten nurt pracy bardzo lubię – daje bardzo szeroki wachlarz możliwości, który buduje się indywidualnie dla każdego człowieka. Poprzez eksperyment budujemy doświadczenie związane z problemem i szukamy nowych dróg w tym doświadczeniu, bezpieczniejszych i wspierających wzrastanie. Eksperymenty to często inscenizowane scenki z życia, wchodzenie w role różnych, ważnych dla nas postaci, wizualizacja, praca z ciałem, głosem, rysunek. W ten sposób tworzymy nowe drogi radzenia sobie ze starymi problemami. Uczymy się widzieć i wybierać zupełnie nowe figury z tła, które nas otacza.
Gdybym miała opisać czym dla mnie jest terapia Gestalt to jest to budowanie umiejętności sięgania po takie figury, których nie doświadczyliśmy wcześniej.
W wyniku terapii zaczynamy widzieć więcej i szerzej – zaczynamy widzieć w naszym tle to, czego wcześniej nie mogliśmy zobaczyć. I tak, ci, którzy nie wierzyli, że mogą spokojnie i bezpiecznie żyć, rozpoznają takie możliwości, sięgają do bezpiecznych źródeł spokoju. Ci, którzy nie wierzyli, że zasługują na miłość powoli otwierają się na nią.
W ten sposób wychodzimy ze strefy przetrwania w strefę twórczą – budujemy nowe przestrzenie w życiu i zaczynamy mieć wybór. Wcześniej, w strefie przetrwania, wyboru nie ma – idziemy jak wydeptanymi ścieżkami – zawsze w tym samym kierunku. W tym, który znamy.
Dzięki Gestaltowi nasze życie nabiera rozmachu. Koloru i smaku. Staje się twórcze, chociaż nie zawsze łatwiejsze – w końcu stajemy się wrażliwsi, zaczynamy więcej czuć i widzieć.